Czy skopiowanie trzech zdań to już plagiat? Nie ma czegoś takiego jak "bezpieczny limit"

W branży kreatywnej często słyszę pytanie: ile można skopiować, żebyjeszcze nie było plagiatu? Trzy zdania? Jedno zdanie? Kilka nut?

Niestety (albo naszczęście) prawo autorskie nie działa jak licznik znaków w Wordzie. Nieistnieje żaden oficjalny limit typu „można wykorzystać do 10% utworu”. Każdyprzypadek ocenia się indywidualnie.

Dobrym przykładem jest historia z branży muzycznej.

W branży kreatywnej często słyszę pytanie: ile można skopiować, żeby jeszcze nie było plagiatu? Trzy zdania? Jedno zdanie? Kilka nut?

Niestety (albo na szczęście) prawo autorskie nie działa jak licznik znaków w Wordzie. Nie istnieje żaden oficjalny limit typu „można wykorzystać do 10% utworu”. Każdy przypadek ocenia się indywidualnie.

Dobrym przykładem jest historia z branży muzycznej.

W piosence I Am The Way (New York Town) autorstwa Loudon Wainwright III pojawia się fragment:

Every son of God gets a little hard luck sometimes
Especially when he goes around saying he’s the way.

Z kolei w utworze Jesus in a Camper Van artysty Robbie Williams znajdziemy bardzo podobne słowa:

I suppose even the son of a God gets it hard sometimes
Especially when he goes round saying I am the way.

Podobieństwo jest dość oczywiste.

Co ciekawe, Robbie Williams próbował uzyskać zgodę na wykorzystanie fragmentu, ale jej nie dostał. Problem w tym, że – jak to często bywa w kreatywnym świecie – wszystko działo się na ostatnią chwilę. Album trafił do sprzedaży zanim sprawa została formalnie rozwiązana.

W sporze Williams bronił się argumentem, który pojawia się bardzo często:

„Przecież to tylko mały fragment utworu”.

Sąd uznał jednak, że liczy się nie tylko długość fragmentu, ale również jego znaczenie dla utworu. W tym przypadku przejęto kluczową frazę, więc doszło do naruszenia praw autorskich.

Co ciekawe – wcale nie mam pewności, czy w Polsce sprawa zakończyłaby się tak samo. Istnieje spora szansa, że zostałoby to uznane za dopuszczalną inspirację, a nie plagiat.

A co z Edem Sheeranem?

Zapewne wiele osób słyszało o głośnych sporach dotyczących utworów Ed Sheeran. W jednej ze spraw zarzucano mu, że wykorzystał fragment partii gitarowej znanej z utworów Lionel Richie.

Sheeran argumentował, że chodzi o bardzo typową progresję akordów, którą można znaleźć w dziesiątkach piosenek. W jego ocenie nie można więc mówić o kradzieży, tylko o korzystaniu z powszechnie stosowanego schematu muzycznego.

W tym przypadku sąd przyznał mu rację.

Dobrym przykładem jestsprawa Infopaq International A/S v. Danske Dagblades Forening (2009) przedCourt of Justice of the European Union.

Spór dotyczył systemu, który przeszukiwał artykuły prasowe i wyświetlałkrótkie fragmenty tekstu zawierające konkretne słowo. Technicznie wyglądało totak, że baza generowała fragment zdania obejmujący kilka słów przed i powyszukiwanym wyrazie.

Pojawiło się więc pytanie:
czy tak krótki fragment tekstu może być chroniony prawem autorskim?

Trybunał uznał, że tak – jeśli zawiera element twórczy. Oznacza to, żenawet kilka słów może potencjalnie podlegać ochronie.

Inspiracja czy plagiat? Granica bywa naprawdęcienka

Jak widać, różnica między plagiatem a inspiracją bywa bardzo subtelna iczęsto zależy od szczegółów konkretnej sprawy.

Co więcej — ta sama sytuacja może zostać oceniona inaczej w Europie, ainaczej w USA czy Wielkiej Brytanii.

Dlatego w pracy z klientami często zwracam uwagę na jeden drobiazg, którybywa pomijany: prawo właściwe w umowie.

Polskie firmy bardzo często podpisują kontrakty z zagranicznymi partnerami,w których – zupełnie nieświadomie – zgadzają się, że cała umowa podlega np.prawu angielskiemu albo amerykańskiemu.

A informacja o tym zazwyczaj znajduje się tam, gdzie mało kto zagląda,czyli w „postanowieniach końcowych” na samym końcu umowy.

Warto więc czytać je uważnie. Czasem to właśnie jedno zdanie możeprzesądzić o tym, jakie prawo będzie rozstrzygać spór o twórczość.