





Po lewej widzicie banana przyklejonego taśmą do kartki z drukarki na ul. Opolskiej w Katowicach, a po prawej artystyczny banan z taśmą wiszący w galerii sztuki wart 120 tys. dolarów (Comedian, Maurizio Cattelan, 2019).
To tylko owoc czy już dzieło sztuki? Kiedy stał się dziełem sztuki — na półce w sklepie, gdy artysta wpadł na pomysł, żeby stworzyć takie dzieło, a może wtedy, kiedy banan znalazł się na ścianie w galerii? Czy popełniłam naruszenie wykonując takie samo zdjęcie banana zaklejonego taśmą? Dlaczego jedno dzieło jest chronione, a drugie nie?
W UK stawia się pytanie: „Co może być utworem z punktu widzenia prawa autorskiego?”Inaczej: „Co jest literalnie wymienione w ustawie?”
W Europie zastanawia się, czy wyrażenie jest wystarczająco twórcze. Prawnicy, szczególnie sędziowie, stają się krytykami sztuki i decydują, gdzie jest granica między inspiracją a naruszeniem. Problem często powstaje nawet krok wcześniej — w momencie, gdy trzeba zdecydować, czy dana forma wyrażenia jest wystarczająco twórcza, by mogła być chroniona prawem autorskim.
To zderzenie dwóch porządków — subiektywnego doświadczenia twórcy, który w swoim dziele widzi akt kreacji, oraz perspektywy prawa, które nie każdą formę ekspresji uzna za „twórczą” w rozumieniu przepisów.
To zderzenie dwóch porządków — subiektywnego doświadczenia twórcy, który w swoim dziele widzi akt kreacji, oraz perspektywy prawa, które nie każdą formę ekspresji uzna za „twórczą” w rozumieniu przepisów.
Ciekawą ilustracją tego, co może być chronione, jest sprawa Infopaq International A/S v. Danske Dagblades Forening. Dotyczyła ona działania wyszukiwarki, która — po wpisaniu hasła, przykładowo „banan” — generuje fragment tekstu obejmujący łącznie jedenaście wyrazów: pięć poprzedzających słowo kluczowe i pięć następujących po nim. Spór sprowadzał się do pytania, czy tak krótki fragment, wyrwany z większej całości i przetwarzany automatycznie, może być objęty ochroną prawa autorskiego. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że jeżeli taki fragment stanowi przejaw własnej twórczości autora, jego zwielokrotnianie w procesie wyszukiwania może naruszać prawo.
To rozstrzygnięcie dobrze pokazuje, jak różnorodnie w prawie unijnym rozumiane jest pojęcie „utworu”. Nie chodzi o objętość ani rangę dzieła, lecz o to, czy w danym fragmencie można dostrzec indywidualny i twórczy charakter. W systemie brytyjskim punkt ciężkości rozkłada się inaczej, tzn. większe znaczenie ma kwalifikacja danej kategorii jako wprost wskazanej w ustawie. W podejściu europejskim centralne pozostaje pytanie o twórczość rozumianą jako przejaw własnej, swobodnej decyzji autora.
Wracając więc do banana przyklejonego taśmą: spór o to, czy mamy do czynienia z owocem czy dziełem sztuki, jest w gruncie rzeczy sporem o moment, w którym pojawia się prawnie relewantna twórczość. Prawo autorskie nie chroni pomysłów, lecz konkretny sposób ich wyrażenia. Granica nie przebiega między sztuką wysoką a codziennością, lecz między pomysłem a jego twórczym urzeczywistnieniem.
I właśnie w tym miejscu najpełniej ujawnia się różnica perspektyw: dla twórcy akt kreacji zaczyna się często dużo wcześniej, niż prawo jest gotowe to uznać. Prawo musi bowiem operować kryteriami możliwymi do zastosowania w sporze, dlatego nie zawsze pokrywa się z intuicją twórcy co do momentu, w którym powstaje ochrona.
Artykuł upraszcza niektóre wątki prawne i nie stanowi pełnej analizy zagadnienia. Jego celem jest raczej zainspirowanie do refleksji nad prawem autorskim niż przedstawienie wyczerpującego wykładu prawniczego.
Inspiracją do niniejszego tekstu był wykład „Copyright Law: Protected Works” prowadzony przez dr Stephena Terretta, w którym miałam przyjemność uczestniczyć w ramach szkolenia zawodowego radców prawnych. Wykład ten nie jest, o ile mi wiadomo, ogólnodostępny. Składam jednak Panu Doktorowi serdeczne podziękowania za inspirujące i pogłębiające spojrzenie na omawiane zagadnienia.