





Herbaty Brown House & Tea to polska marka, która kilka dni temu (20.02.2026) wrzuciła rolkę na Instagrama o tym, że konkurencyjny podmiot użył bardzo podobnego brandingu dla swojej marki, który wprowadza w błąd.
Wszyscy zgodnie w komentarzach podnieśli oburzenie naruszeniem. Czy słusznie?
Wydawałoby się, że jest ono w tym przypadku bezsprzeczne, a jednak prawnik się zawaha. Na gruncie prawa autorskiego pomysł nie jest chroniony, a granica między dozwoloną inspiracją a naruszeniem jest bardzo cienka.
Ponadto zdjęcia produktowe często uważane są za nietwórcze i wyłączone spod ochrony prawa autorskiego. Niemniej jednak w przypadku tej marki, w mojej ocenie, były one mocno kreatywne – oświetlenie, dobór tła i elementów ozdobnych sprawia, że można byłoby uznać je za zdjęcia kreatywne i objęte ochroną.
Naruszenie ma miejsce wtedy, gdy przejęte zostały elementy twórcze chronione prawem autorskim – i tu w moim odczuciu chyba tak było. Szczególnie dłoń i szklanka wydają się niemal identyczne.
Przypadek jednak w mojej ocenie jest trudny, a nie oczywisty (kto przeczytał książkę „Ilustrowane prawo autorskie” prof. Markiewicza, ten wie, że to naprawdę trudne do oceny sprawy i to, co na pierwszy rzut oka wygląda jak naruszenie, nie zawsze nim jest).
To, co działa na korzyść marki, to niedawny wyrok w sprawie Chylak v. CCC (I AGa 399/22), który również na trudnym przykładzie pokazuje, że można wygrać w sądzie.
Z pomocą w takich przypadkach przychodzi również ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, która jest bardzo pojemna. Oprócz zakazu „grzania się w renomie” innej marki oraz niedozwolonego naśladownictwa znajdziemy tam też bardzo ogólnie napisany art. 3:
Art. 3. [Czyny nieuczciwej konkurencji]
Marka zaznaczyła, że podjęła już kroki prawne, więc z niecierpliwością śledzę dalszy rozwój sytuacji, do czego Was również zachęcam.
Za udostępnienie zdjęć i materiałów serdecznie dziękuję marce Brown House & Tea.


